Znalezienie sycącego, dwudaniowego obiadu w cenie poniżej 15 euro (ok. 65 zł) w europejskiej stolicy graniczy dziś z cudem. Podczas gdy ceny w popularnych warszawskich czy krakowskich zagłębiach biurowych szybują w górę, jedna z kultowych marek postanowiła iść pod prąd. Zamiast ciąć porcje, postawili na konkretny zestaw w stałej cenie, który sprawia, że portfel nie świeci pustkami po wyjściu z restauracji.
Zasada 15 euro, która zmienia zasady gry
W restauracjach Pasta Non Basta wprowadzono menu, które za 14,90 euro oferuje pełne doświadczenie: przystawkę, danie główne i napój. Śledząc trendy w polskiej gastronomii, zauważyłem, że coraz rzadziej otrzymujemy napój w cenie „lunchu dnia”. Tutaj jest inaczej. W skład zestawu wchodzi:
- Pół chrupiącej focacci lub mała sałatka na zaostrzenie apetytu.
- Klasyczne włoskie danie główne (makaron lub pizza).
- Napój do wyboru: od domowej mrożonej herbaty po kieliszek domowego wina.

Planowanie obiadu według kalendarza
W tej ofercie nie ma miejsca na nudę. Codziennie czekają dwie inne propozycje, co pozwala zaplanować wyjście pod konkretne smaki. Ale jest pewien niuans, o którym warto wiedzieć: każdy dzień tygodnia to inny włoski klasyk. Najbardziej interesujące wydają się środy i czwartki, kiedy na stole lądują ikony kuchni Italii.
Co warto wybrać w konkretne dni?
- Środa: Prawdziwe Spaghetti alla Carbonara – idealne, by przetrwać środek tygodnia.
- Czwartek: Wykwintne Spaghettoni al Tartufo (z truflami) dla fanów głębokich aromatów.
- Piątek: Pikantne Spaghetti all’Amatriciana lub pizza Rústica na dobry początek weekendu.
A teraz najlepsza część: za jedyne 2 euro (ok. 9 zł) możecie dokupić ich legendarne Tiramisù Non Basta. Często to właśnie ten deser jest powodem, dla którego stoliki są zajęte do ostatniego miejsca.
Hack dla oszczędnych smakoszy
Jeśli szukacie alternatywy w nieco innym stylu, warto zajrzeć również do konceptów typu „Time Out Market”. Tam czołowi szefowie kuchni, tacy jak Henrique Sá Pessoa, oferują dania dnia jeszcze taniej, bo już za 12,50 euro. To pokazuje, że wyjście do restauracji z górnej półki wcale nie musi oznaczać wydatków rzędu 200 złotych, o ile znamy odpowiednie godziny i konkretne menu.
W mojej praktyce rzadko spotykam miejsca, które tak uczciwie podchodzą do relacji ceny do jakości. To sygnał, że rynek zaczyna reagować na zmęczenie konsumentów wysokimi cenami. A Ty ile wydajesz zazwyczaj na lunch w swoim mieście?









